Do tej pory Wieliszewskie bieganie kojarzyło mi się wyłącznie z cyklicznymi, otwartymi treningami, które organizowane były w gminie w każdą niedzielę. Miałem okazję uczestniczyć w dwóch z nich i wspominam je bardzo dobrze. Dlatego gdy dowiedziałem się o cyklu biegowym „Wieliszewski Crossing” nie mogłem w nim nie pobiec. Cykl składa się z czterech imprez. Po jednej na każdą porę roku, a na pierwszy ogień poszła zima.


wieliszewski_crossing_zima_MG_1617

Na bieg zapisało się wiele osób z mojej grupy biegowej „Biegam na Tarchominie”, a także z zaprzyjaźnionej grupy „Zabiegani po uszy”. Pogoda tego dnia dawała się mocno we znaki, bo było kilkanaście stopni mrozu, a dodatkowe powiewy wiatru potęgowały odczucie zimna. Przy takiej temperaturze pruszący śnieg był już najmniejszym problemem. Po dotarciu do szkoły w Komornicy, która była punktem zbiorczym całego przedsięwzięcia, udaliśmy się do biura zawodów by odebrać pakiety startowe. Po drodze pierwsze co rzucało się w oczy to duże ognisko, które przygotowali strażacy. Idealny pomysł na zapewnienie ciepła zmarzniętym uczestnikom i kibicom. Jak się później okazało nie była to jego jedyna funkcja… główną atrakcją imprezy było pieczenie kiełbasy. Przy ognisku przygotowane były kije, a po biegu dostępny był też spory zapas tego przysmaku, który można było własnoręcznie upiec. Był to rewelacyjny pomysł, który na pewno był ogromnym plusem całej imprezy. Trzeba dodać, że start w biegu był darmowy co tym bardziej zasługuję na słowa uznania, bo organizacja była naprawdę dobra. Jedyna wpadka jaka przytrafiła się organizatorom to błędnie podana długość trasy. Przed zawodami podawane było, że trasa wynosi 6.5 km. Na karcie z oficjalnymi wynikami podano, że ta długość wynosiła 7 km… a według pomiarów GPSowych w czasie biegu wyszło około 7.5 km. To drobne niedopatrzenie nie może jednak zaburzyć ogólnego odczucia, że impreza zorganizowana była bardzo profesjonalnie. Był elektroniczny pomiar czasu za pomocą chipów, trasa była dobrze oznaczona, na trasie był punkt z gorącą herbatą no i były wyżej wspominane kiełbaski z ogniska. Przed startem na szkolnej stołówce, gdzie można było się trochę rozgrzać, było ciasto oraz herbata. Po biegu natomiast każdy uczestnik otrzymał pamiątkowy medal, a zwycięzcy wielu kategorii otrzymywali pamiątkowe puchary. Jak widać można zorganizować świetną imprezę i to bez wpisowego. Wielkie gratulacje dla gminy Wieliszew oraz głównego organizatora całego tego zamieszania wójta Pawła Kownackiego. Oby kolejne edycje były równie udane.

wieliszewski_crossing_zima_MG_1815Trasa biegu prowadziła leśnymi ścieżkami. Opady śniegu sprawiły, że było grząsko i „głęboko”:) Fragmentami, zwłaszcza na początku, było bardzo ślisko. Na szczęście wymieniłem swoje standardowe buty biegowe na kolce. Co prawda nie były idealne do tych warunków, bo były to kolce sprinterskie, ale na oblodzonej nawierzchni spisywały się idealnie. Dzięki nim tuż za startem zyskałem sporą przewagę „techniczną” nad zawodnikami w standardowym obuwiu. Po pokonaniu pierwszego oblodzonego fragmentu trasy, który znajdował się jeszcze na terenie szkoły, wbiegliśmy w las, gdzie trasa była bardzo wąska i biegło się praktycznie gęsiego. Jedyna szansa wyprzedzania była bokiem po głębokim niemalże do połowy łydki śniegu. Wiedziałem, że jak zostanę w miejscu, w którym jestem to czoło wyścigu mi odjedzie. Nie było na co czekać… ruszyłem więc po tym głębokim śniegu do przodu. Wyprzedziłem w ten sposób sporą grupę biegaczy. W końcu sił zaczynało brakować więc wróciłem na ścieżkę by odetchnąć. Nie miałem pojęcia jaką lokatę w tej chwili zajmuję. Manewr wyprzedzania kosztował mnie naprawdę sporo sił i przeżywałem po nim trudne chwile, ale na szczęście kryzys minął i potem biegło się całkiem dobrze. Mniej więcej na drugim kilometrze dogoniłem zawodnika miejscowej ekipy „Heron Wieliszew”. Był to Marek, za którym biegło mi się bardzo dobrze. Trasa była bardzo ciężka przez zalegający śnieg, więc sił ubywało z każdym krokiem… dobrze było mieć się kogo „trzymać”. Ostatni etap trasy prowadził wałem, na którym ścieżka była bardzo wąska i biegło się ciężko. Gdy Endomondo powiedziało mi, że minęliśmy już szósty kilometr, a na horyzoncie mety nie było widać stwierdziłem, że miejscowy zawodnik będzie pewnie wiedział coś więcej. Zapytałem, więc biegnącego przede mną Marka czy daleko jeszcze (w duszy wiedząc, że odpowie że już pół kilometra i meta), ale prawda była inna… „jeszcze z półtora kilometra”… wtedy to właśnie dowiedziałem się, że trasa jest o kilometr dłuższa niż miała być. Ja już ledwo co miałem siły na pokonanie ostatnich pięciuset metrów, a tu do pokonania trzy razy tyle. Na szczęście udało się dobiec do stadionu, na którym było do zrobienia jeszcze kółko i meta. Na stadionie wciąż biegłem za Markiem. Obejrzałem się i zobaczyłem, że goni nas inny zawodnik miejscowego „Heronu”. Nie wiem skąd, ale wynalazłem siły na mocny finisz. Krzyknąłem tylko do Marka „Dawaj, bo ktoś nas goni!” i poleciałem do przodu tempem około 3 min/km. Był to około dwustumetrowy finisz, który dał mi ostatecznie 17 lokatę na 106 zawodników, którzy ukończyli zawody. Czas jaki uzyskałem to równe 36 minut. Jak na warunki panujące na trasie to jestem bardzo zadowolony, bo średnie tempo wyszło mi 4:45 min/km.

Po biegu oczywiście medal, własnoręcznie upieczone kiełbaski na ognisku oraz ceremonia wręczenia nagród zwycięzcom. Podsumowując impreza była bardzo udana, świetnie zorganizowana i na pewno z chęcią pojawi się na kolejnych imprezach organizowanych w Wieliszewie.

Zapraszam na Facebook do galerii z tego biegu