Parking CH Arkadia stał się areną rozgrywanej po raz pierwszy sztafety „10k Parking Relay”. Był to bieg na dystansie 5 x 2 km, w którym wystartowało 91 zespołów. Ze względu na dużą liczbę zgłoszonych sztafet start został rozłożony na dwie raty. Pierwsza tura wystartowała o godzinie 11.00, a druga zaraz po niej o godzinie 12.00. My jako „Biegam na Tarchominie” zgłosiliśmy do startu aż trzy sztafety. Jedną teoretycznie najszybszą (BNT I), która trafiła do tury drugiej oraz dwie sztafety (BNT II i BNT III), które startowały o godzinie 11.00. Ja załapałem się do elitarnej:) sztafety „BNT I”.

Nie biegając nigdy wcześniej w sztafecie, a także nie ścigając się na tak krótkim dystansie miałem pewne obawy jak mi ten start pójdzie. O ile sztafeta nie była wielkim problemem, bo jedyne utrudnienie to przekazanie pałeczki, a z tym raczej nie powinno być problemów to krótki dystans już mógł być. Nie miałem pojęcia jak rozłożyć siły i czy w ogóle je rozkładać. Chciałem dać z siebie wszystko, tak by na mecie nie mówić „a mogłem pobiec szybciej”, ale z drugiej strony nie chciałem doczłapywać się do mety w żałosnym tempie.

Po przyjeździe do Arkadii okazało się, że jeden zawodnik z „BNT II” nie dotarł i potrzebne zastępstwo. W ten oto sposób zostałem wpisany do dwóch sztafet i zaliczyłem dwa biegi w odstępie trochę ponad godzinę. Najpierw o godzinie 11.00 pobiegłem w teoretycznie wolniejszej sztafecie „BNT II”, w której biegłem na drugiej zmianie, a o 12.00 miałem bieg w „BNT I”, gdzie założenie było takie, że musimy zejść poniżej 40 minut. Jak potem się okazało było to dość niewygórowane zadanie:)

Przed pierwszym biegiem dostałem przykaz, że mam się nie przemęczać, bo priorytet to start o godzinie 12.00. Tak też zakładałem, ale jednak wyszło trochę inaczej. Jak tylko przejąłem pałeczkę od Natalii pognałem ostrym tempem do przodu i jak zwykle przesadziłem. Już w połowie pierwszej rundy zorientowałem się, że takiego tempa nie da się utrzymać i zwolniłem. pierwsze kółko pokonałem z rewelacyjnym jak dla mnie czasem 3:32 (zakładałem, żeby oba kółka pokonać około 4:00). Drugie jak można było się spodziewać nie było już tak efektowne, ale i tak nadspodziewanie dobre, bo zamknąłem je w czasie 4:06 co dało łączny czas dwóch kilometrów 7:38. Byłem mega zadowolony, ale kosztowało mnie to sporo sił i bałem się czy zdążę się zregenerować przed drugim startem.

W drugim biegu, bym miał więcej czasu na regenerację, zostałem ustawiony na czwartej zmianie. Ekipa była bardzo mocna i absolutnie nie chciałem popsuć czasu. Pierwszy ruszył Kamil, który rozpoczął mocnym uderzeniem, bo zrobił czas 7:20. Potem dwa kolejne szybkie biegi (oba poniżej 8 minut) w wykonaniu dwóch Marcinów i przyszła kolej na mnie. Czułem już się całkiem dobrze i wydawało mi się, że jestem wystarczająco zregenerowany. Przejąłem pałeczkę od Marcina i wystartowałem znów bardzo mocno. Jak się za chwilę okazało ponownie za mocno i już przed końcem pierwszego kółka czułem, że mam zero energii. Było to jednak świetne okrążenie, bo udało mi się poprawić czas z pierwszego biegu i wykręcić najszybszy czas jednego kółka z nas wszystkich 3:28. Niestety była za ładnie, bo drugie kółko było prawdziwą walką o dotrwanie do końca. W połowie miałem już ciemno przed oczami i byłem przekonany, że zaraz padnę. Na szczęście dobrnąłem jakoś do mety i wykręciłem czas lepszy niż w pierwszym biegu, bo 3:57 co łącznie dało mi świetny czas 7:25. Po biegu byłem tak wyczerpany, że musiałem posiedzieć chwilę pod filarem by dość do siebie. Na ostatnią zmianę ruszył Kuba, który jeszcze bardziej podkręcił tempo i pokonał dwa kółka w czasie 7:21. Dzięki temu zakończyliśmy bieg z łącznym czasem 37:40 i zajęliśmy 24 miejsce pośród 91 startujących ekip. Biorąc pod uwagę założenie by zejść poniżej 40 minut to bieg trzeba uznać za bardzo udany. Cała piątka uzyskała czasy poniżej 8 minut. Już nie możemy doczekać się kolejnych sztafet, bo atmosfera przy takich imprezach jest świetna.

Jak zwykle Ewa zadbała o to by nie zabrakło zdjęć z naszych biegowych wyczynów. Zapraszam do galerii.